Parę słów o horrorze: zombie

Autor: Hagath
Korekta: Ania "Radosiewka" Radosiewicz
24 października 2012

Przez horror ostatnich lat przewijało się wiele motywów, ale jeden z nich zdaje się dominować. Bo czego boimy się najbardziej? Wilkołaków? Wampirów? Cóż, po tych wszystkich telewizyjnych i filmowych romansach na pewno nie. A może duchów i demonów? Też nie do końca. Ostatnio naszą kulturę zdominował bowiem strach przed byciem zjedzonym żywcem oraz śmiercią i odrodzeniem się nie jako piękna istota ludzka obdarzona nadludzkimi mocami, ale jako bezmyślna bestia, która pożre wszystko, co się rusza.

Zombie pojawiają się w popkulturze od lat. Za pierwszy film o tych nieumarłych można uznać produkcję z 1932 roku zatytułowaną White Zombie. W tym samym roku na deski amerykańskich teatrów trafiła również sztuka Zombie. Nie rozpoczęły one jednak zbyt wielkiej fali produkcji o zombie. Przełomem był dopiero koniec lat 60-tych XX wieku. W 1968 roku swą premierą miała Noc żywych trupów, rozpoczynająca słynną trylogię George’a A. Romero. Po Nocy przyszedł bowiem Świt, a następnie Dzień żywych trupów. Na ile produkcje te były straszne, a na ile śmieszne, każdy musi już sam ocenić.

Mieszanka śmiechu i strachu były przez długi czas największym problemem zombiaków. Stworów tych nie traktowano poważnie, gardzono nimi i naśmiewano się z nich, czego najlepszym przykładem są brytyjska komedia Wysyp żywych trupów oraz dziwaczne Zombie Strippers.

Można powiedzieć, że dopiero w ostatnich latach zombie przechodzą swoisty renesans. Coraz więcej filmów, książek, komiksów, a nawet utworów muzycznych wykorzystuje motyw apokalipsy oraz tajemniczego wirusa, który zamienia ludzi w potwory. Początki dobrego kina w stylu zombie wydają się sięgać genialnego 28 dni później – produkcji o niesamowitym klimacie i ciekawej fabule. Obraz ukazuje, jak w niecały miesiąc większość populacji zamienia się w bezmyślne kreatury. Podobnie przerażającą wizję prezentuje książka Richarda Mathesona Jestem legendą, na której podstawie powstał film z Willem Smithem w roli głównej. Zombie przestraszyły też wielu dzięki hiszpańskiemu horrorowi REC. Pierwsza część, której akcja rozgrywająca się w klaustrofobicznej kamienicy była kręcona podobnie jak Blair Witch Project, czyli z perspektywy osoby trzymającej kamerę, zdobyła już dużą popularność, a także doczekała się kontynuacji. Poniżej możecie zobaczyć, jak widzowie reagowali na ten film.

Spore zamieszanie na rynku zrobił również komiks Roberta Kirkmana i Tony’ego Moore’a. Chodzi oczywiście o Żywe trupy czy, jak ktoś woli, The Walking Dead. Rysunkowa opowieść szybko zyskała fanów na całym świecie, lecz prawdziwą sławę zdobyła dopiero po ekranizacji w postaci serialu o tym samym tytule. Jego twórcą jest Frank Darabont – reżyser Skazanych na Shawshank i Zielonej mili. W główne role wcielili się m.in. Andrew Lincoln, Sarah Wayne Callies, Steven Yeun oraz Laurie Holden. W tym roku na ekrany telewizorów trafił już trzeci sezon tej produkcji, a liczba fanów wcale nie ma zamiaru maleć. Szczególnie, że The Walking Dead podbija również rynek gier. Produkt studia Telltale Games zbiera bardzo pozytywne recenzje, ponieważ umożliwia wcielenie się w osoby, które przeżyły apokalipsę i muszą podejmować naprawdę trudne decyzje, by przeżyć.

Fani zombie w dzisiejszych czasach nie mogą również narzekać na brak ciekawej twórczości muzycznej. Pierwszą artystką, na którą warto zwrócić uwagę jest niewątpliwie Zombie Girl. Jak widać, już sama nazwa całego projektu brzmi interesująco. Za pomysł odpowiada kompozytorka Renee Cooper. Jej płyty są pełne mrocznych, industrialowych dźwięków oraz czarnego humoru zainspirowanego horrorami klasy B.

W podobny sposób z czarnego humoru korzysta zespół Creature Feature. Ich najlepszą piosenką o żywych trupach jest niewątpliwie Aim for the Head. Ich brzmienie również jest przepełnione elektroniką, ale już zdecydowanie łagodniejszą niż w przypadku Zombie Girl.

Zombie podbiły również rynek gier. Nic zresztą dziwnego – motyw wirusa łatwo pokazać na różne sposoby, bez konieczności tworzenia skomplikowanej fabuły, a jednocześnie jest to idealny temat do strzelanek. Cóż może dać więcej skrajnych emocji niż wirtualna próba przeżycia pośród krwiożerczych nieumarłych? Największą sławę zdobyła chyba seria Resident Evil, choć w sklepach możemy znaleźć o wiele więcej ciekawych tytułów, jak chociażby polskie Dead Island czy zainspirowane komiksem The Walking Dead.

Póki co, fani zombie mogą się cieszyć ogromnym wyborem produktów chyba na każdej płaszczyźnie rynku. Filmy, seriale, książki, muzyka, a nawet cała masa gadżetów czy eventów jak np. miejskie marsze ludzi przebranych za zombie. Szwędacze zdają się królować w horrorze, ciekawe jednak, jak długo. Nie od dziś wiadomo bowiem, że jeśli coś jest zbyt lubiane przez szeroką publiczność, to zaraz znajdą się ludzie, którzy to popsują tworząc coś kiczowatego w naprawdę złym tego słowa znaczeniu. Przeszły przez to wampiry, które, gdy tylko stały się zbyt popularne, doczekały się kiepskiego romansidła z brokatowym maminsynkiem. Fani zombie mogą się obawiać, że ich też to czeka, ponieważ prawdopodobnie już w przyszłym roku do kin trafi film Warm Bodies opowiadający o zakochanym zombie. Miejmy jednak nadzieję, że sam motyw żywych trupów zdoła się obronić przed zakusami producentów liczących na łatwe pieniądze pozostając na szczycie i nie schodząc na poziom kontrowersyjnych romansideł dla nastolatków.



blog comments powered by Disqus