Recenzja książki "Poza sezonem"
I najgroźniejszy z groźnych, niepokorny Jack Ketchum, przekonał się, jak prawdziwy jest truizm o ciężkim losie początkującego autora. Ceniony amerykański pisarz sam był niegdyś potępionym debiutantem. Jego pierwsza powieść wydana w 1981 roku, „Poza sezonem”, nie miała łatwego życia. Wydawnictwo, które kupiło do niej prawa, zastrzegło już na wstępie, że należy wprowadzić istotne zmiany. Ketchum do dziś nie może sobie darować, że zaślepiony nadzieją na publikację, zgodził się niemal natychmiast na ingerencję w swoje dzieło. A ingerencji, jak wieść niesie, było wiele. Celem wydawcy stało się przerobienie krwawej i mrocznej powieści na dzieło akceptowalne przez masowego odbiorcę. Celem Ketchuma – zachowanie pierwotnego, niemal dzikiego ducha swojej historii. Nęcony wizją nadciągającego bogactwa, pisarz wreszcie zgodził się na zbezczeszczenie tekstu od początku do końca. Lawina bankowych przelewów nie nadeszła, a „Poza sezonem”, mimo cenzorskich starań wydawcy, okrzyknięto brutalną pornografią. Musiało minąć wiele lat, zanim Ketchum wreszcie zyskał należną sławę, a co za tym idzie – pełną niezależność. We wznowieniu swej powieści powraca do pierwotnej wersji mrocznej historii, nie musząc walczyć ze strażnikami dobrych obyczajów.
„Poza sezonem” rozpoczyna się jak typowy slasher. Młoda, piękna dziewczyna wynajmuje wiejski domek na odludziu, chcąc odpocząć od miejskiego zgiełku. Zaprasza do siebie grupkę przyjaciół, by choć przez krótki czas mogli skorzystać z uroków życia na wsi. Żadne z nich nie wie, że w tym samym czasie policja odnajduje na brzegu morza zmaltretowaną kobietę, która przynosi ze sobą ostrzeżenie: Maine nie jest bezpiecznym miejscem. Gdzieś w jaskiniach żyje grupka dziwnych ludzi, a ich jedynym celem jest odebranie życia wszystkiemu, co napotkają na swej drodze. Sielanka nie trwa długo. Wiejski domek zostaje oblężony przez hordę dzikusów, zachowujących się jak wściekłe zwierzęta. Ich ulubionym posiłkiem okazuje się... ludzkie mięso.
„Jack Ketchum to prawdopodobnie najstraszniejszy facet w USA”, powiedział niegdyś Stephen King i doprawdy, trudno się z autorem „Lśnienia” nie zgodzić. „Poza sezonem” to prawdziwa, polana litrami krwi makabra, która wciąga od pierwszej do ostatniej strony. W niczym nie przypomina znanej polskim czytelnikom „Dziewczyny z sąsiedztwa”, choć i tam przecież bezkompromisowej brutalności i bestialstwa nie brakowało. Jednak kontekst obu dzieł jest zupełnie różny, obie książki opierają się na innych założeniach artystycznych i intelektualnych. Ketchum przyznaje, że napisał „Poza sezonem” zainspirowany filmami, które nim wstrząsnęły, sztandarowymi reprezentantami kontestacji w kinie grozy - „Nocą żywych trupów” oraz „Teksańska masakrą piłą mechaniczną”. Jego kanibalistyczna opowieść to przedłużenie konceptu co by było gdyby... kanibale zamieszkali w Maine. Ba, nawet konstrukcja fabularna opowieści jako żywo przypomina tę z przełomowego filmu Romero.
W „Poza sezonem” nie ma miejsca na odetchnięcie z ulgą, autor narzuca intensywne tempo i trzeba mu się podporządkować albo odłożyć książkę na bok – co, już po kilku stronach, staje się rzeczą niewykonalną. Brak tu miejsca na niedomówienia czy łagodną grozę. Mówiąc kolokwialnie, Ketchum rzuca czytelnikowi flakami prosto w twarz. Jednocześnie autor traktuje opisywane przez siebie zło jako coś z pozoru zwykłego, codziennego, nie pastwi się nad nim ani nie gloryfikuje – nie zajmuje stanowiska, by dać czytelnikowi wolność w interpretacji czytanych słów. Wniosek płynie jeden: zło istnieje i nie da się mu zaprzeczyć, nie da się go zanegować i po prostu zamknąć oczu. Przyjdź, zobacz, jak człowiek wygląda naprawdę. Również od środka.
Recenzja pochodzi z trzeciego numeru kwartalnika Lśnienie.
Jack Ketchum będzie gościem specjalnym tegorocznych Dni Fantastyki we Wrocławiu.
Poza sezonem
Autor: Jack KetchumTłumaczenie: Marcin Wróbel
Wydanie polskie: 5/ 2010
Tytuł oryginalny: Offseason
Rok wydania oryginału: 1981
Liczba stron: 220
Format: 145x205 mm
Oprawa: miękka
Wydanie: I







