DZIAŁY

SKLEP.GILDIA.PL

Kristina Ohlsson. Fredrika Bergman #1 - Niechciane.
Dostępność: 1-2 dni robocze
Cena: 35,10 zł  39,00
Manuela Dunn-Mascetti. Świat wampirów.
Dostępność: 1-2 dni robocze
Cena: 32,40 zł  36,00
Eric Frattini. Wodny labirynt.
Dostępność: 1-2 dni robocze
Cena: 35,10 zł  39,00

BANNERY

kotwica FORUM GILDII HORRORU

NAJNOWSZE ARTYKUŁY

O FILMACH...

O KSIĄŻKACH...

O GRACH...

O KOMIKSACH

ARCHIWUM NEWSÓW

Gildia > Gildia Literatury > Twórcy > Keene, Brian > Miasto żywych trupów > Recenzja książki "Miasto żywych trupów"


Recenzja książki "Miasto żywych trupów"

Data publikacji artykułu: 7 marca 2010
Autor: Bartosz Czartoryski
Korekta: Sonia Miniewicz

patronat gildii
okładka

Trupów daleko szukać nie trzeba. Wystarczy włączyć telewizję, otworzyć gazetę lub, niestety coraz częściej, wyjrzeć przez okno. Ciśnie się więc na usta pytanie – czemu popkultura tak upodobała sobie tematykę żywych trupów, skoro codziennie wręcz potykamy się o sterty zwłok? Człowiek chce na siłę śmierć udobruchać, nie dopuścić do siebie myśli, że sam wreszcie zgnije i rozłoży się kilka metrów pod ziemią bądź spłonie w kartonowej trumnie. Nie ma na to lepszego sposobu, niż wprowadzić śmierć do dużego pokoju w swoim mieszkaniu, dać starej pannie z kosą odpocząć i podstawić podnóżek, a trupom pozwolić chodzić po świecie.

Brain Keene, autor wydanej u nas „Nocy zombie”, kontynuuje opis przemarszu wojsk demonicznego bytu Oba po Ziemi. Wszystko wokół wydaje się być w jego mocy, a zabite zaraz powraca do życia. Ptak, człowiek, pies, ryba – dybie na ludzkie mięso. „Miasto żywych trupów” jest logicznym przedłużeniem poprzedniej powieści Keene'a. Nikogo nie powinno więc zdziwić, że na pierwszych stronach główny bohater, budowlaniec Jim, stoi na ganku domu byłej żony, gdzie spodziewa się znaleźć swojego syna. By fabuła mogła pójść dalej, Jim musi oczywiście cel osiągnąć i postawić sobie nowy. Tak więc wraz z małym Dannym, kaznodzieją Martinem i byłą ćpunką Frankie, wybiorą się na poszukiwanie bezpiecznego azylu.

Ostatni bastion ludzkości do złudzenia przypomina ten z filmu „Ziemia żywych trupów” Romero. Górujący nad miastem wielopiętrowy drapacz chmur skupia w sobie niedobitki, którym udało się uciec z pogromu. Całością kieruje, za pośrednictwem siatki doradców i z pomocą grupy uderzeniowej, milioner-altruista z syndromem zbawiciela. „Miasto żywych trupów” rezygnuje z konwencji powieści drogi na rzecz klimatów klaustrofobicznych, tak przecież charakterystycznych dla Romero. Zamknięci w budynku ze stali i szkła, stłoczeni ludzie muszą nieustannie odpierać ataki trupów – z lądu i z powietrza.

Przeniesienie akcji do jednego miejsca pozbawiło powieści Keene'a siły oddziaływania jaką miała „Noc zombie”. Autor nie wykorzystuje zbudowanego przez siebie świata, niepokojąco przedstawionego w poprzedniej książce. Zwierzęta-zombie nie mają racji bytu wśród czterech ścian, a same chodzące trupy nie są w stanie przytrzymać czytelnika na dłużej przy „Mieście żywych trupów”. Keene jakby na własne życzenie pozbył się największego atutu zrodzonego w wyobraźni, tętniącego rozkładem uniwersum Oba. „Choroba” nie z tej ziemi, dotykająca każde żywe stworzenie – cóż za przerażająca wizja! Jak się może jej równać, wyeksploatowany temat „my, ściana, oni”?

„Miasto żywych trupów” to jakby ugrzeczniony, nieco oddemonizowany, spokojniejszy Keene. Jego proza nie jest już tak agresywna, brak sugestywnych obrazów przemocy, nie ma też dziwacznych, groteskowych pomysłów (słynny skok na bungee z „Nocy zombie”). Można powiedzieć, że pisarz sam wystraszył się tego, co podpowiadały mu muzy.



Miasto żywych trupów

Autor: Brian Keene
Wydawnictwo: Amber
Wydanie polskie: 7/ 2009
Tytuł oryginalny: City of the Dead
Rok wydania oryginału: 2005
Liczba stron: 264
Format: 150x210 mm
Oprawa: miękka
Dystrybucja: księgarnie, internet
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,80 zł