Wyzwanie dla wyobraźni
Powrót klątwy podobnie jak jej dwie amerykańskie poprzedniczki, nie stawia sobie za cel wciągnięcia widza w wir nieprzewidywalnej i pełnej zwrotów akcji, ani nie próbuje rozstrzygać egzystencjalnych dylematów. Niesie ze sobą tylko jedno zadanie – przestraszyć…
Akcja dzieje się w Chicago, gdzie gospodarz kamienicy Max boryka się z problemem coraz większej liczby lokatorów opuszczających jego budynek. Na głowie ma także młodszą siostrę, poważnie chorą Rose. Na domiar złego, w kamienicy zaczynają dziać się bardzo dziwne i niepokojące rzeczy a w efekcie – giną ludzie. W tym samym czasie, po drugiej stronie oceanu, w dalekiej Japonii, pewna osoba zdaje się dobrze orientować w wydarzeniach rozgrywających się w Stanach Zjednoczonych. Co więcej, wie jak pomóc Maxowi, co też, szczęśliwie dla niego, zamierza uczynić.
Pod względem technicznym Powrót klątwy nie wyróżnia się absolutnie niczym w stosunku do poprzednich filmów cyklu. W dalszym ciągu prezentuje te same triki obliczone na przerażenie widza. Dużo tu więc długich, kiepsko oświetlonych korytarzy, bladych małych chłopców, niespodziewanych gości w łazience, odgłosów dobiegających z opuszczonego mieszkania. Reżyser zdecydował się też na wyjątkowo niekorzystny zabieg: wiele długich ujęć dobrze nam znanej, czarnowłosej upiorzycy. W konsekwencji ze strasznej, wydającej z siebie ów charakterystyczny dźwięk „demonicy”, staje się ona po prostu groteskowa, bo odarta z tajemniczości.
Widz, który obejrzał wszystkie odsłony Klątwy, może zauważyć, że gniew azjatyckich demonów rośnie w postępie geometrycznym. W Powrocie klątwy zła Kayako zabija chyba najwięcej niewinnych istnień. Już po kilku początkowych scenach filmu można odnieść wrażenie, iż wyraźnie rozsmakowała się w niewdzięcznym rzemiośle zadawania śmierci.
Jedyny pozytywny aspekt Powrotu klątwy to fakt, że śmiertelnicy po raz pierwszy dostali w swoje ręce wiedzę o tym, jak przerwać danse macabre Kayako. Przy tej okazji pojawia się też kilka (niestety niezwykle spłyconych) nawiązań do mistyki i demonologii Kraju Kwitnącej Wiśni. Nie zmienia to jednak faktu Klatwa 3 jest filmem bardzo przeciętnym. Poza charakterystycznym charkotem wydawanym przez Kayako, nie wyróżnia się absolutnie niczym na tle wielu podobnych filmów z serii „o japońskim, długowłosym upiorze”. Aby poczuć, że przez plecy przebiegł nam choć niewielki dreszcz emocji, trzeba naprawdę wysilić wyobraźnię.




