Wywiad z Andrew van den Houtenem
Gildia: Andrew, na początek – możesz opowiedzieć nam co nieco o swoich inspiracjach? Jakie filmy bądź jacy twórcy wywarli na Ciebie największy wpływ?
Andrew van den Houten: Kocham Spielberga, Polańskiego i Cronenberga! Od E.T. aż do Listy Schindlera Spielberg wręcz władał moim umysłem. Jego świeże, dynamiczne podejście i zdolność do "tłumaczenia" scenariusza na język filmu zawsze miały wpływ na moje własne podejście do pracy. Polański z kolei zachwyca mnie jeśli chodzi o użycie kamery w celu stopniowania napięcia. Zaś gdy oglądam Cronenberga, urzeka mnie jego oryginalność oraz seksualny sposób potraktowania technologii. Na przykład Historia przemocy była filmem, który pokazuje jego umiejętność do wychodzenia poza schemat gatunkowy. A seans z Pająkiem porównać można do wpatrywania się w piękny obraz. W skrócie: tych trzech reżyserów miało na mnie wpływ i inspirowało mnie wielokierunkowo.
Twój debiutancki film, Headspace, zebrał całkiem niezłe recenzje. Chwalono go głównie za oryginalność, świeżość. Skąd wziął się pomysł na ten film?
Pomysł wyszedł od Troya McCombsa, gościa z Zachodniej Wirginii. Kiedyś wysłał scenariusz do producenta, z którym często pracuję, Williama M.Millera. Scenariusz Troya był odmienny od wszystkiego, co do tej pory miałem w rękach, więc pomyślałem, że fajnie będzie to rozwinąć. Najwięcej czasu zabrało mi przeniesienie akcji z wiejskiej mieściny, położonej z dala od Nowego Jorku, do miasta. Dorastałem w Nowym Jorku i chciałem swój debiutancki obraz nakręcić właśnie tam – co też uczyniłem!
Czy przygotowania do Headspace trwały długo?
Po zaakceptowaniu scenariusza, cała reszta zabrała nam około roku. Wszystko poszło bardzo sprawnie.
Jak udało Wam się namówić tak znanych w branży aktorów jak Udo Kier czy Sean Young, by zagrali w niezależnej, niskobudżetowej produkcji?
Udało nam się nawiązać z nimi świetną współpracę, gdyż podzielali nasza wiarę w ten projekt, w jego niezależnego ducha. Praca nad Headspace to kupa dobrej zabawy, szczególnie że mnóstwo wspaniałych ludzi było zaangażowanych w produkcję – od obsady aż po ekipę techniczną.
A w jaki sposób trafiłeś na plan Offspring?
Byłem producentem filmu Dziewczyna z sąsiedztwa (na podstawie powieści Jacka Ketchuma) i w owym czasie zaintrygowała mnie jego inna książka, Offspring. Kręcenie opartego na niej filmu było ekscytującym doświadczeniem – ubraliśmy powieść Ketchuma w ciuchy charakterystyczne dla kina slasher z lat siedemdziesiątych! Praca nad Offspring była świetna... zresztą, znacie kogoś, kto nie kocha kanibali?
Opowiedz nam coś więcej o procesie powstania Offspring. Ile dni zdjęciowych spędziliście na planie? Mieliście do dyspozycji duży budżet?
Budżet był bardzo ograniczony, skończyliśmy zdjęcia w dwadzieścia dwa dni! Offspring nakręciliśmy w Muskegon, w stanie Michigan, i okolicy. Michigan musiało udawać Maine, co było dość trudnym zadaniem, lecz chyba daliśmy radę. Partie filmu nagraliśmy też w północnej części Michigan, nad Munising. Tamtejsze wybrzeże znakomicie udawało linię brzegową Maine, z tymi jej wszystkimi kamieniami.
A co myślisz o samym Jacku Ketchumie? Masz swoją ulubioną powieść jego autorstwa?
Dziewczyna z sąsiedztwa to zdecydowania moja ulubienica, z uwagi na jej silne oddziaływanie emocjonalne. Jest przecież oparta na prawdziwej historii, o czym nie da się podczas lektury zapomnieć. Jack Ketchum jest znakomitym współpracownikiem, to bardzo kreatywny facet. Pracę z nim porównałbym do pracy z klasykiem literatury amerykańskiej, kimś takim jak Ernest Hemingway. Uwielbiam jego umiejętność do malowania sugestywnych obrazów słowami. Stworzone przez niego postaci nie chcą opuścić głowy czytelnika. NIGDY nie zapomnę Davida, Ruth czy Meg z Dziewczyny z sąsiedztwa tak samo jak nie zapomnę o Kobiecie z Offspring!
Mógłbyś podsumować Offspring w kilku słowach?
Cholernie krwawa, kanibalistyczna rzeźnia!
Ostatnio Internet obiegła informacja, że sequel Offspring, Offspring: The Woman, wyreżyseruje Lucky McKee. Nie kusiło Cię, by znów stanąć za kamerą? Czemu zdecydowałeś się zrezygnować z reżyserskiego stołka?
Planuję na gruncie Offspring zbudować cała serię filmów i ważna jest dla mnie różnorodność spojrzenia na opowiadaną historię, odmienna perspektywa. Chciałbym, by każda odsłona cyklu zachowała oryginalność, by z każdym filmem seria była popychana naprzód. Jestem ogromnym fanem tego, co robi Lucky i chcę, by poszczególne części Offspring reprezentowały unikalny styl reżysera. Wierzę, że wspólny projekt Ketchuma i McKee rozsadzi ludziom głowy! Spodziewajcie się, że każdy film w cyklu będzie różny od pozostałych, a jednocześnie pozostanie nieodrodnym dzieckiem poprzednich!
Jakie masz plany na przyszłość? Nad czym obecnie pracujesz?
Właśnie kończę film familijny Rising Stars, którego jestem producentem. Chciałbym zająć się reżyserią sequela w następnym roku. Poza tym mam na biurku kolejny projekt Christophera Denhama, z którym zrobiliśmy Home Movie. Adrian Pasdar z serialu Heroes zajął się reżyserią, a to dobry wybór - w końcu facet zdobył tytuł najlepszego nowego reżysera na Sitges Film Festiwal kilka lat temu. Poza tym pracuję nad nowym serialem, antologią horroru oraz artystycznym dramatem, który robię w ramach nowej, założonej niedawno z kumplem, firmy. Mówiąc zwięźle: cały czas na chodzie!
I na koniec: jakie są Twoje ulubione horrory?
Kocham Noc żywych trupów, Mgłę, Dziecko Rosemary i, w szczególności, Lśnienie!




