Recenzja filmu "Piekielna zemsta"
Obiegowa opinia głosi, że Nicolas Cage ostatnimi laty grywa w byle czym i byle jak. I choć jest w tym sporo prawdy, zastanawiające, w jaki sposób trafił właśnie do „Piekielnej zemsty”. Znając filmografię aktora, można dostrzec tam tytuły z premedytacją epatujące kiczem i tandetą, więc w gruncie rzeczy dzieło Patricka Lussiera może być ostatecznym wyrazem fascynacji Cage'a kinem klasy mocno szemranej. Nie ulega wątpliwości, że podczas zdjęć do „Piekielnej zemsty” bawił się on znakomicie, z ekranu bije autentyczna radość, Cage czuje się świetnie w tej wykręconej, acz w pełni świadomej kreacji. A taka rola to wcale nie jest małe piwo. Cage wcielił się bowiem w Johna Miltona, ale zamiast za pióro, niczym jego słynniejszy imiennik, chętniej chwyta za spluwę – ku uciesze widzów.
Powód tytułowej zemsty jest prosty i pretekstowy, ale inaczej chyba być nie mogło, bowiem cały film jest chyba jedynie wymówką dla spektaklu pełnego zamierzonej chały. Przed wydarzeniami przedstawionymi w „Piekielnej zemście”, które poznajemy dopiero w retrospektywie, szaleni sekciarze zabili Miltonowi córkę, a teraz uprowadzili jego dopiero co narodzonego wnuka. Sęk w tym, że tatuś i dziadek z nie lada przeszłością... nie żyje. Uchodzi więc z lucyferowych czeluści i rozbija się po południowych Stanach coraz to innymi krążownikami szos, siejąc pożogę i zniszczenie. Ba, z dobrej strzelaniny nie rezygnuje nawet w trakcie łóżkowych igraszek. Podczas szalonego rajdu partneruje mu sama Amber Heard, naczelna scream queen amerykańskiego kina.
Lussier zapewnia półtorej godziny szybkiej, dynamicznej imprezy filmowej i, wypada zaznaczyć, nic więcej. Spora część widzów może mieć problem z zabawkami, które do swojej piaskownicy wstawił reżyser, bo prócz golizny, samochodowych pościgów i masy trupów nie ma czego w „Piekielnej zemście” szukać. To istny ukłon w stronę kina pulp, ukłon głęboki, Lussier niemal dotyka czołem czubków swoich butów. Film jest przez to na swój sposób hermetyczny, przypadkowym widzom zamknięto przed nosem drzwi do jego odczytania. Nie dla nich piekielne rozkosze campu.




